Till We Are Vol. 3 Ch.17

Wiele godzin później Ethan obserwował jak ostatni techniczni wydziału śledczego zbierają swoje przyrządy do kuferków i walizek. Czuł się naprawdę podle mając świadomość, że to ponownie jego matka jest powodem stanu Keitha, który stał pośrodku całego tego bałaganu rozmawiając jeszcze z inspektorem policji.
Nie miał już nawet siły ani sumienia denerwować się na kochanka, że ten nie mówił mu nic o pogróżkach i anonimach, które dostawał od jakiegoś czasu, a które skrzętnie przed nim ukrywał. Teraz listy znajdowały się w papierowej torbie pod pachą przysadzistego mężczyzny, który notował coś na bloczku, wsłuchując się w słowa rzeźbiarza.
Keith tłumaczył mu coś zawzięcie, gestykulując żywo rękoma, a Ethan jęknął pod nosem i odwrócił się w kierunku kuchni.
Sam został już przesłuchany przez partnera inspektora, który ostatnio gdy Ethan go widział krążył po przedpokoju rozmawiając przez telefon.
Chłopak wszedłszy do pomieszczenia podniósł z ziemi czajnik. Jak się okazało ten nie był chyba połamany, więc postanowił spróbować zaparzyć im coś do picia.
Podchodząc do zlewozmywaka nalał wody z kranu i zaraz postawił go na podstawce. Miał wrażanie, że szczerzy się jak głupek gdy dostrzegł zielonkawe światełko i usłyszał charakterystyczny szum. Później wychylił się jeszcze do szafki i oberwanymi drzwiczkami lecz nie wiedząc w niej żadnego kubka zmarszczył brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu. Z końcu zlokalizował dwa, które ocalały z tych widocznie zgarniętych po prostu z zamachem i wyrzuconych na terakotę prosto z szafki. Uniósł je szybko i umył pod bieżąca wodą po czym rozejrzał się w poszukiwaniu czegokolwiek co mógłby zalać wrzątkiem. Szybko dostrzegł rozsypaną kawę na podłodze i walającą się nieopodal wgniecioną puszkę i jęknął żałośnie. Wiele by dał by móc się teraz otrzeźwić mocną kawą. Był już niemal ranek, a on musiał jeszcze zachować jako taką trzeźwość umysłu i utrzymać powieki w górze. Teraz gdy emocje opadły i po złości zostało już tylko rozgoryczenie i rozczarowanie, czuł ogarniającą go senność. W końcu pośród rzeczy zakrytych wywróconą do góry szufladą dostrzegł torebki z mocną czarną herbatą więc szybko wziął dwie i przyjrzał się im krytycznie. Przygryzając wargę wrócił do blatu na którym stały kubki i kolejno rozerwał ciemnozielone, papierowe torebeczki i wrzucił woreczki z herbatą do kubków, okręcając sznureczki o gliniane ucha.
Zalewając herbatę wodą słyszał jeszcze stłumione rozmowy mężczyzn, którzy dogadywali ostatnie rzeczy. Zgodnie z ich wskazówkami mieli nie działać na własną rękę, a czekać na postępy w śledztwie.
Kiedy jednak stanął w wejściu do salonu z kubkami w dłoniach, na środku pomieszczenia stał już tylko Keith, nieco zrezygnowanym spojrzeniem błądząc po pomieszczeniu. Ethan jęknął w duchu na ten widok i przygryzł wargę.
– Poszli? – rzucił nieco bez sensu i przygarbił się nieco – Zrobiłem nam herbatę…
Rzeźbiarz wzruszył tylko ramionami i zaszurał butem o papiery i szkło z rozbitego w drobny mak blatu stolika. Naprawdę, gdy minęła mu złość i przyglądał się szczątkom tego, co posiadał miał ochotę wyć. Co z tego że miał ubezpieczenie na dom, i warsztat jak większość jego rzeczy – pamiątek, dokumentów, przedmiotów, do których w jakiś sposób był przywiązany, było doszczętnie zniszczone? Nie miał nawet pojęcia, że można to zrobić z taką dokładnością, ale pewnie nienawiść Catherine i profesjonalizm oprychów, których wynajęła dopełniły dzieła.
Kiedy jego wzrok padł na Ethana stojącego we drzwiach westchnął głębiej.
Tak. To przez niego, to wszystko przez niego. Przez to, że wjechał w niego wtedy autem, że zaprosił go do tego pieprzonego klubu, że wciągnął go w tamten chory układ. Na pewno gdyby nie on, nadal żyłby spokojnym, monotonnym życiem. Tak, gdyby tylko Ethan tak bardzo nie zawrócił mu w głowie, nie rozkochał go do tego stopnia, na pewno nadal żyłby w tamten sposób.
Chłopak widząc poważne, nieco nieobecne spojrzenie kochanka zmarszczył się lekko i spojrzał na niego przepraszająco. Naprawdę czuł się winny całej tej sytuacji. Zupełnie nie rozumiał czemu musiało tak być, że kochając go przysparzał mu tyle złego? To przecież zupełnie kłóciło się z tym co faktycznie chciał mu dać i miał wrażenie, że z każdą taką sytuacją przekracza kolejną granicę cierpliwości mężczyzny.
Widząc jego żałosne spojrzenie Keith pokręcił aż głową i opuścił ręce po sobie. Ponownie poczuł w sobie rosnącą determinację. Nie ulegnie jej, teraz już na pewno. Nie po tym co mu zrobiła. Nie odda jej Ethana ot tak, nie po to by zrobiła z niego takie samego potwora jak ona.
– Wiesz co…? – powiedział po chwili i oblizał usta wpatrując się w niego uparcie.
Chłopak zadrżał i przełknął ciężej ślinę. Miał wrażenie, że nie widział go jeszcze takim. Jego wzrok był tak nieugięty i twardy, że przeszły go aż dreszcze. Nie miał pojęcia już czego się spodziewać, jednak ile by o tym nie myślał, sam poddawał wątpliwościom to, czy długo by wytrzymywał to wszystko na miejscu kochanka.
Obserwując go uważnie przygryzł wargę stojąc nadal w tym samym miejscu.
– No…? – pośpieszył go i czując jak miękną mu kolana przeszedł w stronę obdartej komody z wywalonymi szufladami, na której postawił kubki. – Co takiego…? – dopytał odwracając się ku Keithowi.
Rzeźbiarz w pierwszym momencie wzruszył ramionami i zaraz pokręcił głową.
– Pierdolę to wszystko. – powiedział opuszczając ręce po sobie – Kurwa, Ethan. Pierdolę to wszystko. – powtórzył twardo, a chłopak poczuł jak zaczyna galopować mu serce.
Ale co? – niemal krzyczał w myślach. Ich związek? I to wszystko co między nimi teraz było?
– Pierdolę ten pieprzony warsztat, ten dom – machnął ręką – i tę twoją matkę… – zaciął się w ostatnim momencie, mimo wszystko nie chcąc urazić uczuć Ethana – Naprawdę jebie mnie to, co mi jeszcze zniszczy, co mi, kurwa, zrobi. – pokręcił głową i rozejrzał się po pomieszczeniu – Bóg mi świadkiem, Ethan, jebie mnie to jak nigdy… – westchnął i wzruszył ramionami.
Chłopak wpatrywał się w niego nieco zaskoczony i wybity z rytmu i pokiwał głową. Co chwilę uchylał usta lecz ostatecznie nie mając pojęcia co miałby powiedzieć, zamykał je ponownie.
Przyglądał się jak Keith po raz kolejny śledzi wzrokiem zdemolowany salon i jakby do siebie wzrusza ramionami. W końcu kochanek znowu uniósł na niego spojrzenie i skinął głową, zaciskając zęby.
– Naprawdę Ethan… – powtórzył kręcąc głową – Niech sobie robi co chcę, ale przysięgam, że cię nie oddam. – dodał mocnym głosem, zaciskając aż pieści .
Szatyn uniósł brew i oparł się ciężej o stojącą za nim komodę.
– Nie oddasz? – szepnął chrapliwie, czując jak zaczyna drżeć. Odwzajemnił jego intensywne spojrzenie i oblizał wargi.
– Nie… – prychnął Keith i ruszył w jego kierunku – Jesteś mój. – dodał dochodząc do niego i łapiąc go mocno za kark – I tylko na tobie mi zależy, a wszystko inne to tylko nic nieznaczące śmieci. – dodał, a Ethan jęknął aż cicho, czując zaciskające się na jego karku palce.
Spojrzał ulegle w oczy kochanka i pokiwał szybko głową. Mógłby codziennie słuchać tego jego głosu i tych zapewnień. W końcu chciał być tylko jego – zarówno jego najcenniejszą zabawka, którą się czuł gdy Keith był taki dominujący i jego paniczem, gdy traktował go tak czule.
Zresztą po tym wszystkim co robiła jego matka, miał wrażenie, że już od dawna ma tylko Keitha. I naprawdę od dawna należał tylko do niego.
Zadrżał mocno i jęknął, gdy kochanek przyciągnął go do zapierającego dech w piersiach pocałunku. Oddając go z zapałem, uniósł dłonie i zacisnął je na nadgarstkach mężczyzny.
Po chwili opierając się rosnącemu z chwili na chwilę pożądaniu, wycofał się z niego i spojrzał mu głęboko w oczy.
– Ty też… – szepnął oblizując wargi – Znaczy… jesteś najważniejszy i kocham cię. – powiedział uśmiechając się krzywo – I nie wiem już jak mam ci to wszystko wynagrodzić. Zawsze gdy mam wrażenie, że jest dobrze… dzieje się coś takiego. A raczej… ona robi coś takiego… Cholera… – jęknął żałośnie.
Naprawdę gdyby tylko było go stać, odkupiłby wszystko Keithowi, ale przecież odciął się od majątku rodziny, nie chciał im już nic zawdzięczać. Ale przecież zawsze mógłby spróbować to odpracować, bo inaczej na pewno wyrzuty sumienia nie pozwoliłyby mu zaznać spokoju. Bo to, że była to jego wina, było przecież oczywiste.
Widząc jego minę, Keith posłał mu bardziej czułe spojrzenie i potarł nosem o jego policzek.
– Hej… – zamruczał – To tylko rzeczy, wiesz? – szepnął i zmusił go by ten spojrzał na niego.
– Tak, ale… – zająknął się szatyn – Wiesz… to jakby dobytek twojego życia no i… Jane? – dodał jeszcze żałośniej, czując jak szklą mu się oczy.
– Mówiłem ci, że dom dostaliśmy w spadku…
– No i co z tego? – przerwał mu cicho Ethan i wzruszył ramionami.
Przecież pamiętał ile czasu zajęło, by mężczyzna pozbył się stąd bibelotów i rzeczy należących do zmarłej żony.
– Przecież to było wszystko co po niej miałeś. – westchnął.
Keith przyglądając się jego twarzy odetchnął głęboko.
– Nadal jesteś o nią zazdrosny. – rzucił i ponownie uniósł za podbródek jego twarz.
– Nnnn… cholera… tak… – jęknął – Nie łatwo o niej zapomnieć. – dodał zgaszonym głosem – Ale w tej chwili nie to jest najważniejsze. – zbył go szybko i pokręcił głową.
– Kiedy w końcu zrozumiesz, że to ciebie kocham? – powtórzył blondyn. Miał wrażenie, że Ethan mimo wszystko nadal jest taki jak dawniej. I teraz uparł się na Jane, podobnie jak kiedyś na Anthonego.
– Ale gdyby żyła…
– Ale nie żyje. Ethan. – przerwał mu twardo – I wiesz co? – dodał przygryzając wargę – W zasadzie dobrze się złożyło. – powiedział cicho, a chłopak spojrzał na niego z zaskoczony – Co powiesz na to, byśmy posprzątali tu, odmalowali ściany i sprzedali to wszystko co się da? A wtedy kupimy coś własnego, albo wynajmiemy? Mmmm? – dodał głaszcząc go po ramionach.
Ethan uniósł brew do góry i wpatrywał się w niego.
– Mówisz serio? – dopytał podejrzliwie i zmarszczył brwi – A warsztat? Co z twoją pracą? – dopytał nie do końca przekonany, pomimo że już gdy wracał z Haiti marzył o tym by mogli wspólnie mieszkać. W najśmielszych marzeniach nie sądził nawet, że Keith mógłby chcieć sprzedać ten dom, tak przesiąknięty wspomnieniami najlepszych lat.
Keith wzruszył ramionami.
– Mam trochę oszczędności z ostatnich zleceń, z pieniędzy z odszkodowanie kupię najpotrzebniejsze maszyny, i wynajmę gdzieś jakąś klitkę i powoli się odbijemy, mmm? – powiedział, a chłopak pokręcił głową. W ustach Keitha to wszytko brzmiało tak dobrze i łatwo, że aż uśmiechnął się mimo woli. – A i do mieszkania nie potrzebujemy chyba czegoś wielkiego, mmm? – dodał a Ethan szybko pokiwał głową i zaśmiał się lżej.
– Na początku nawet możemy zamieszkać u mnie. – zaproponował szybko, a stojący na przeciw mężczyzna odgarnął jego włosy za ucho, zadowolony, że udało mu się rozweselić kochanka.
– Mhm. – pokiwał głową – Możemy. – szepnął wpatrując się w jego uśmiech, który z sekundy na sekundę stawał się szerszy.
– Nie wiem tylko jak pomieścimy twoje rzeczy… – zaczął z ożywieniem, planując już gdzie zrobi dla nich miejsce w swojej małej kawalerce.
– No, teraz już nie ma ich zbyt wielu. – zaśmiał się – To co przetrwało i nie będzie mi potrzebne oddamy może na jakieś zbiórki, a zabiorę tylko to, co jest najważniejsze, mm? – powiedział, przeczesując palcami jego pokręcone włosy. Szybko pomyślał o tym, że woli go w takich niż tych prostych i zaraz zsunął ręce na jego pas przyglądają mu się z rozczuleniem.
– Dobrze! – podłapał szybko chłopak – Zorientuję się jutro gdzie w okolicy są takie miejsca, a… i może poproszę o kilka dni wolnego, to szybciej się z tym wszystkim uporamy? – zaproponował tak ożywiony, jakby już zupełnie zapomniał o wszystkich przykrościach tego dnia. Szybko też zarzucił u ręce na szyję i wtulił się w niego.
– Keith! – zaśmiał się głośno, ściskając go z całych sił.
Rzeźbiarz odwzajemnił uścisk, a kiedy Ethan się odsunął pocałował go lekko.
– Widzisz, – szepnął ponownie sięgając do jego włosów i głaszcząc go powoli – zawsze istnieją pozytywne strony każdej sytuacji.
Ethan pokiwał szybko głową i odetchnął głębiej.
– Mhm.. tego właśnie chciałbym się od ciebie nauczyć. – powiedział półgłosem, masując go po torsie. Zaraz też poprawił mu klapy marynarki i sięgnął do guzików koszuli – Nie wiem jak to robisz… – westchnął kręcąc jednym z nich.
Blondyn wzruszył ramionami i przycisnął go za biodra do siebie.
– Po prostu… – zaśmiał się zerkając na jego dłonie.
Ethan milczał przez dłuższą chwilę, co jakiś czas uśmiechając się szerzej i myśląc o tym jak cudownie będzie, gdy będą wspólnie mieszkać. Co prawda ostatnimi czasy i tak niemal ciągle przesiadywał u Keitha, nie licząc czasu gdy był w pracy, ale to było coś zupełnie innego.
– Mmm… – zamruczał w końcu Keith gdy już napatrzył się na jego twarz i tym samym zwrócił na siebie jego uwagę – Wiesz co…? Widząc ten uśmiech mam ochotę podziękować twojej matce. – zaśmiał się pod nosem, na co Ethan uderzył go lekko w ramię.
– Weź.. mimo wszystko to było okrutne. – powiedział i skrzywił się lekko – Naprawdę jest ostatnią… – zaczął i pokręcił szybko głową – I nie wiem… chcę ci to jakoś wynagrodzić. – powiedział obiecują sobie szybko, że będzie spełniał wszystkie zachcianki mężczyzny, gdy będą już mieszkać razem i będzie dla niego najlepszy jak tylko to możliwe.
Keith uniósł lekko brew ku górze i wyszczerzył się szerzej. Zerknął w stronę wyjścia z salonu przez które były widoczne schody na piętro i ponownie wsunął dłonie na kark Ethana.
– To dobrze. – powiedział niższym głosem, a chłopak aż zerknął na niego żywiej i odetchnął głębiej – Mam kilka propozycji, jak możesz to zrobić. – dodał blondyn zaciskając mocno palce na jego skórze.
Ethan jęknął cicho i oblizał niespokojnie wargi.
– Ale… – zaczął zduszonym głosem wracając myślami do wcześniejszego ataku astmy i swoich postanowień, że tej nocy mężczyzna odpocznie porządnie.
Keith spojrzał twardo oczy chłopaka i pokręcił lekko głową. Pochylił się do jego warg i przygryzł je mocno, na co odpowiedział mu głośny jęk szatyna.
– K…Keith… – szepnął jeszcze chłopak, lecz mężczyzna szybko zamknął mu usta mocnym pocałunkiem. Z pomrukiem penetrował jego wargi, dociskając go do siebie mocno za kark.
Ethan wciągając głęboko powietrze nosem jęknął w jego usta i zadrżał jeszcze mocniej gdy silna dłoń kochanka wsunęła się w jego włosy i zacisnęła się na nich boleśnie.
– Ach… ale… – zaczął tylko po to by blondyn pociągnął go jeszcze mocniej. Gdy to się stało, przygryzł mocno wargi, by stłumić kolejny głośny jęk.
Keith otarł się mocno o jego krocze dociskając go do komody, która aż zachybotała się nieco. Zaraz z krzywym uśmieszkiem pociągnął go za kark w kierunku kanapy z rozprutą tapicerką.
– Mmm? Jakieś ale? – zapytał głosem, który jednak uświadomił Ethanowi, że nie powinien mieć żadnych ‚ale’. Mimo to, chcąc go jeszcze bardziej sprowokować odwrócił się w jego stronę i podparł na łokciach, czując jak jedna ze sprężyn wbija mu się w udo.
Obserwując uważnie jak Keith zrzuca z siebie marynarkę skinął powoli głową.
– Mhm… – powiedział nieco nerwowym głosem – Nie o takie… wynagrodzenie mi chodziło… – powiedział, szybko myśląc o tym, że w gruncie rzeczy jeżeli takiego oczekiwał Keith, to dla niego było to samą przyjemnością.
– Nie? – dopytał rzeźbiarz łapiąc go szybko za nogi i zszarpując z nich buty. Podniecając się bardziej obserwował jak Ethan odsuwa się od niego na drugi koniec kanapy i kuli się w jej kącie.
– Nie. – powiedział drżącym głosem nie zrywając kontaktu wzrokowego z mężczyzną.
Ten przypadł do niego i dociskając go do podłokietnika za tors, drugą ręką szybko sięgnął go jego rozporka i zaczął zszarpywać spodnie z jego szczupłego ciała.
– Ale ja tylko takie wynagrodzenie przyjmuję. – zaśmiał się, szarpiąc się przez kilka chwil z kochankiem.
Mimo wszystko Ethan, gdy tylko dostrzegł, że blondyn oddycha szybciej uległ mu i przestał aż tak się rzucać, pozwalając mu w końcu się rozebrać.
– Nie chcę… – jęknął gdy Keith zupełnie nie przejmując się guzikami jego koszuli, pociągnął mocno za nią, odrywając je niemal wszystkie – Nie rób tak… – jęknął, a gdy mężczyzna pochylił się do jego szyi zaparł się mocno rękoma nie chcąc mu na to pozwolić. Szybko jednak gorące wargi docisnęły się do jego skóry i zaczęły ja intensywnie pieści. Zęby kochanka co chwilę przygryzały ją boleśnie, a jego dłonie drażniąco i również nieco boleśnie uciskały jego ciało
– Nnnn…! – warknął Keith dociskając go całym ciałem do kanapy – Nie rzucaj się tak, do cholery! – dodał i ugryzł go mocniej.
Ethan jęknął głośno i zafalował mocno biodrami ni to chcą się uwolnić, ni otrzeć o twarde ciało kochanka.
– Zostaw mnie… – jęknął głośno wyginają się mocno na podłokietniku i odchylając mocno głowę do tyłu – Nie jestem… taki… – westchnął, nadstawiając się do dłoni, które błądziły po jego ciele.
– Nie? – zaśmiał się starszy mężczyzna – Jesteś. – zapewnił i podszczypując jego sutek – Jesteś i wiesz co? Będziesz mi dawał dopóki wszystkiego nie odpracujesz. – dodał zsuwając szybko dłoń na penisa kochanka, które jak się spodziewał nie był już zupełnie miękki. Ścisnął go mocno aż chłopak jęknął boleśnie i uniósł się by spojrzeć na niego załzawionymi oczyma.
Widząc to Keith aż napiął uda i pośladki, i oblizał się lubieżnie. Zaraz pieszcząc jego ciało ustami zsunął się miedzy jego nogi i rozszerzając je mocno przypadł do jego krocza. Wciągając głębiej zapach chłopaka polizał go po materiale obcisłych bokserek, po którymi wyraźnie odznaczał się sztywny członek.
– Och…! Taaa-k… – westchnął szatyn przymykając powieki.
– Teraz ci się podoba? – warknął Keith i przekręcając głowę ugryzł go mocno w udo.
Chłopak pisnął głośno i pokręcił szybko głową.
– Nnnie… Nie! – jęknął lecz mężczyzna nadal gryzł go boleśnie po wrażliwych udach – Nie… proszę… – skulił się Ethan gdy po którymś mocnym ugryzieniu poczuł kręcące się w oczach łzy. – Nie, zupełnie nie… – powtarzał szybko unosząc się bardziej i próbując odepchnąć od siebie jego głowę.
Kiedy tylko go dotknął rzeźbiarz posłał mu złe spojrzenie i wyprostował się nad nim łapiąc go szybko za ręce.
– Kurwa!- zaklął wykręcając jego ramię i przewracając go brutalnie na brzuch. Ethan pisnął po raz kolejny, czując jak ostra sprężyna przesuwa się i boleśnie rysuje mu udo. Mimo to z bijącym sercem śledził dłoń kochanka, która szybko zdarła z jego pośladków bieliznę i zacisnęła się mocno na jednej z połóweczek.
– Nie rób tego więcej. – usłyszał i poczuł silne uderzenie na swoim tyłku – Słyszysz, dziwko? – szarpnął go boleśnie, a Ethan pokiwał szybko głową.
– Przepraszam. – rzucił szybko lecz i tak na jego ciało spadło kilka bolesnych razów. – Nie… już… – jęknął – Nie bij… proszę… – zaskamlał mając wrażenie, że jego skóra cała płonie.
Keith dysząc ciężko przyglądał się jego zaczerwienionej skórze i zamruczał z przyjemności. Kiedy już nasycił się tym widokiem szybko przypadł do jego pośladków i rozszerzył je wciskając w nie twarz. Ustami i językiem szybko odnalazł zaciśnięta szparkę i przytrzymując mocno wijącego się chłopaka zaczął ją penetrować i nawilżać.
– Jejuu… nie…. Keith! – jęknął przeciągle Ethan, łapiąc się za podłokietnik i zagryzając na nim zęby – Och… Proszę cię… nie mogę…
– Czego nie możesz? – dopytał Keith pieszcząc go z zapałem.
– Bo… bo co na to… och… moi rodzice… – jęknął głośno, zsuwając się niżej i wciskając głowę w kąt kanapy – Nnn….
Keith prychnął pod nosem i wycofując się z dziurki skubnął zębami pomarszczoną skórkę tuż przy niej.
Szatyn podrzucił mocno biodrami i krzyknął aż bólu.
– No właśnie. – zamruczał sięgając do swojego rozporka i wyciągając na wierzch zupełnie sztywnego penisa – Co oni na to, że rucham ich idealnego syneczka?
– Bę… będą źli… – jęknął chłopak kręcąc biodrami i skamląc gdy tylko poczuł kolejne bolesne skubnięcie zębami.
– Tak? I co z tego? – zapytał niskim głosem blondyn i prostując się przyłożył czubek penisa do nawilżonej śliną szparki – Nieważne jak bardzo będą źli, jesteś już mój. – dodał przykrywając jego ciało swoim i wsuwając się w niego głęboko – Mój… – jęknął chrapliwie i sięgnął zębami do jego ucha – I kurwa… Ethan… Nigdy im cię nie oddam za to, co mi zrobili. – dodał zaczynając poruszać biodrami.
Ethan wygiął się, czując kolejne łzy, które zaczęły spływać mu po policzkach, gdy penis kochanka wsuwał się w niego boleśnie. Uwielbiał gdy mężczyzna brał go tak mocno i szybko, nie bawiąc się z nim i od razu przechodząc do konkretów, jakby nie mógł się mu długo opierać. Jakby nie pragnął niczego bardziej, niż w końcu być w nim, bo przecież nigdzie indziej i z nikim innym nie byłoby mu lepiej.
Pojękując głośno odpowiadał na ruchy kochanka, czując jak ten ponownie wciska go za kark w siedzenie kanapy.
– Och! Cholera… – niemal krzyknął łapiąc ze świstem powietrze – Rżnij mnie mocniej…! – wydusił sięgając ręką do swojego penisa i zaczynając się szybko masturbować.
Keith zaśmiał się tylko i posuwał go szybko, co chwilę pocierając czołem o koszulę na plecach kochanka.
– Może… może gdybyś nie był… och.. taka rozjechaną dziurą… – zaczął przymykając oczy i oddając się spazmom szarpiącym jego ciało, które z każdą chwilą zbliżało się do silnego orgazmu.
– Tak! Kurwa! Może gdybyś ty… ach! Umiał robić to lepiej… – zaczął prowokująco i natychmiast poczuł bolesne uderzenie w pośladek i to, jak paznokcie kochanka wbijają się w pulsujące miejsce – Nnnn… dawno już… tak! Tak! – krzyknął podrzucając mocno biodrami i kręcąc nimi, by penis kochanka pieścił go jak najmocniej.
Nim się spostrzegł napiął się mocno i pojękując doszedł na obicie kanapy, zaciskając się mocniej na członku w sobie. Czując to Keith zaśmiał się tylko, wbijając się w niego w stałym, mocnym rytmie. Po niedługiej chwili sięgał do jego ucha i przygryzł je mocno.
– I co…? – wydusił drżąc mocno – Nie jestem… najle-pszy…? – wychrypiał i dysząc ciężko spuścił się głęboko w jego szparce. Podrygując jeszcze biodrami, sięgnął do jego członka i przesunął po nim dłonią.
– Jesteś… – westchnął chłopak oddychając łapczywie – Jesteś… – zapewnił i przekręcił ie pod nim.
Kiedy zerknął przez okno dostrzegł, że na zewnątrz zaczyna już świtać i uśmiechnął się lekko kuląc się pod dużym ciałem kochanka. Całe jego ciało nadal pulsowało i bolało w niektórych miejscach ale on nie mógłby być szczęśliwszy.
Po kilkunastu minutach gdy obaj się już nieco uspokoili, Ethan skubnął kochanka przy uchu i naparł na jego tors dłońmi.
– Muszę zadzwonić. – szepnął, a Keih otworzył oczy i zerknął na niego pytająco.
– O tej porze? – dopytał marszcząc brwi.
Szatyn pokiwał szybko głową, a on już nic nie mówiąc zsunął się z jego ciała i przetarł zmęczoną twarz.
Chłopak podciągnął bokserki i zsunął się z kanapy sięgając do swoich spodni. Kiedy wysupłał z nich telefon uśmiechnął się jeszcze do kochanka, który poprawiał spodnie i wybrał w końcu numer.
Przez kilka chwil wsłuchiwał się w sygnał po drugiej stronie.
– Ethan? – usłyszał zaskoczony lecz dobrze znajomy głos i uśmiechnął się krzywo.
– Tak, to ja. – powiedział i wsunął lekko drżącą dłoń na udo Keitha – Chciałem ci tylko coś powiedzieć. – dodał i oblizał nieco nerwowo usta – Ostatnio chyba zarzuciłaś mi niewdzięczność, mmm? To dziękuję, mamo. Gdyby nie ty, pewnie nie zamieszkalibyśmy razem tak szybko. Jestem wdzięczny. – powiedział i nie czekaj już na nic rozłączył się.
Oddychając głębiej zerknął na kochanka, który wpatrywał się w niego z lekkim uśmiechem w kąciku ust.
– To było szczeniackie, wiesz? – powiedział po chwili i zmrużył lekko oczy – Ale podobało mi się. – dodał i pogłaskał go za uchem jak psa. Zaraz też wciągnął go sobie na kolana i przytulił mocno – Myślisz, że też powinienem jej podziękować? – dopytał z lekkim uśmiechem i pocałował go lekko.
Ethan zaśmiał się i spojrzał mu głęboko w oczy z każdą chwilą tonąc w nich głębiej.
– Zadzwoń i powiedz, że jesteśmy szczęśliwi – powiedział cicho i pogłaskał go po policzku.
Faktycznie, siedząc tutaj na gruzach tego co pozostało z mieszkania Keitha, był o wiele szczęśliwszy niż przez te wszystkie lata w tej przepastnej rezydencji, którą zwykł nazywać domem.

Reklamy

8 thoughts on “Till We Are Vol. 3 Ch.17

  1. „Z końcu zlokalizował dwa, które ocalały z tych widocznie zgarniętych po prostu z zamachem i wyrzuconych prosto z szafki.” – „W końcu”.
    „Nie odda jej Ethana ot tak, nie po to by zrobiła z niego takie samego potwora jak ona.” – „takiego”
    „Niech sobie robi co chcę, ale przysięgam, że cię nie oddam.” – „chce”.
    „- Mam trochę oszczędności z ostatnich zleceń, z pieniędzy z odszkodowanie kupię najpotrzebniejsze maszyny.” – „odszkodowania”.
    „Szybko też zarzucił u ręce na szyję i wtulił się w niego.” – „mu”.
    „I nie wiem… chcę ci to jakoś wynagrodzić. – powiedział obiecują sobie szybko, że będzie spełniał wszystkie zachcianki mężczyzny.” – „obiecując”.
    „- Jesteś. – zapewnił i podszczypując jego skutek” – nie powinno być przecinka zamiast tego „i”?
    „Jestem wdzięczny. – powiedział i nie czekaj już na nic rozłączył się.” – „czekając”.

    Uwielbiam ich. I cieszę się, że w tak beznadziejnej sytuacji potrafili znaleźć pozytywną stronę. Grunt, to się nie załamywać, a wszystko się w końcu jakoś ułoży. Fajnie, że będą razem mieszkać. A to, że Catherine przyczyniła się do teologicznego bardziej niż ktokolwiek inny, śmieszy mnie ogromnie. Powiem jedno. Dobrze jej tak XD On sobie może robić co chce, a i tak nie rozdzieli mojego kochanego Ethana i Keitha. Chciałabym zobaczyć jej minę, jak Ethan do niej dzwonił.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. He he he… Mhm, musiało jej być bardzo głupio. xDD
      I cóż – cały Keith. Nieważne jak jest źle, on chyba wierzy, że miłość się obroni. Szczególnie teraz gdy już ma Ethana. Poza tym, on nigdy nie miał żadnych wielkich bogactw więc raczej nie jest przywiązany do materialnych rzeczy. C:
      Jej… wyobrażam sobie ich to wspólne mieszkanie… seksy, seksy… seksy…… seksy….. xDD
      Dziękuję i do zobaczenia!

      Dziękuję za literówki! C:

  2. Stęskniłam się za TWA. I jak już wiadomo uwielbią tą parę, więc dodatkowo się cieszę. Nie wiem czy to już pisałam, ale napiszę jeszcze raz: chyba nigdy nie będę w stanie zrozumieć takich moim zdaniem ograniczonych, bogatych ludzi, którzy myślą, że potrafią wszystko i też wszystko się im należy tylko ze względu na status majątkowy. Owszem, pieniądze dają możliwości, natomiast, co oczywiste, nie wszystko da się kupić. Catherina jest na mojej czarnej liście.
    Na początku, jak Ethan miał wątpliwości co powie rzeźbiarz, ja byłam pewna, że nie zerwie tego. Przecież on taki nie jest. Ale słodko było czytać jak tamten miał chwilę stresu. I te przedłużające napięcie wypowiedzi starszego. ;P
    A tak poza tym, uwielbiam stanowczość Keitha. ^^
    Pozdrawiam! ;)

    1. No tak, Keith to taki facet, który łatwo nie odpuszcza. I może w pewnym sensie jest takim… ‚przekuratem’ i gdy takie rzeczy się dzieją, on tym bardziej bierze sobie za punkt honoru to, by nie odpuścić. A poza tym… no.. jak głupek kocha tego smarkacza i co tu dużo gadać. xD
      Dobrze, że Ethan się zmienił i nie jest już takim pustakiem jak mamusia. C:

      Trzymaj się ciepło!
      <3333

  3. Mogę jedynie napisać, że strasznie się stęskniłam za „Till We Are”, a w szczególności za Ethanem i Keithem, więc rozdział nie mógł być w moich oczach inny, niż cudowny ^^
    Mam nadzieję, że Catherine poniesie odpowiednie konsekwencje za swoje idiotyczne, poniekąd też dziecinne zachowanie i wreszcie zrozumie, że w ten sposób nie odzyska syna, a jedynie się od niego bardziej odsunie. Poważenie, kim trzeba być, żeby myśleć, że po tym wszystkim Ethan potulnie wróci do rodzinnego domu? o.O Chyba, że to już nie tyle o to jej chodziło, ile o taką pustą zemstę na moich ulubieńcach :c Jak tak w ogóle można… .__.
    Nie wiem za bardzo, co mogłabym jeszcze napisać… Jakoś nie mam do tego dzisiaj weny. Może dlatego, że ostatnio dużo nowych rzeczy dzieje się w moim życiu i myślami jestem bardziej w rzeczywistości niż w Twoim opowiadaniu, czy też książkach, którymi żyłam przez ostatni rok. Ale to chyba dobrze, czuję, że potrzebowałam już jakiejś odmiany. Nie można cały czas zakopywać się w fikcyjnych światach i otaczać fikcyjnymi postaciami, a na lekturę i tak zawsze znajdę czas :)
    Nah, i tak się rozpisałam, i tak xD

    W każdym razie pozdrawiam, życzę miłego tygodnia i duuuuużo weny <3

    1. Czy Catherine poniesie konsekwencje… Na pewno już jakieś poniosła,w końcu straciła syna. Ale nie oszukujmy się, na pewno mimo wszystko tak po prostu nie dopuści. Nie tak nagle, a czy interwencja policji coś da? Sama nie wiem, ale osiągnęłam to co chciałam – doprowadziłam do tego, że chłopcy mimo wszystko są ze sobą szczęśliwi, a na tym miało się zakończyć TWA. Jestem więc poniekąd spełniona.
      Trochę czasu minęło, mam nadzieję, że życie nie daje Ci mocno w kość i jesteś o wiele lepsza w ogarnianiu go ode mnie. C: W każdym razie ja trzymam kciuki!

      Dziękuje! <3

  4. ,,Później wychylił się jeszcze do szafki i oberwanymi drzwiczkami lecz nie wiedząc w niej żadnego kubka zmarszczył brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu. Z końcu zlokalizował dwa, które ocalały z tych widocznie….” ~ ,,z oberwanymi” i ,,nie widząc”
    ,,W końcu chciał być tylko jego – zarówno jego najcenniejszą zabawka, którą …” ~ ,,zabawką”
    ,,I nie wiem… chcę ci to jakoś wynagrodzić. – powiedział obiecują sobie szybko, że…” ~ ,,obiecując”
    ,,Keith spojrzał twardo oczy chłopaka i pokręcił lekko głową.” ~ ,,w oczy”
    ,,Ethan wciągając głęboko powietrze nosem jęknął w jego usta i zadrżał jeszcze mocniej gdy silna dłoń kochanka wsunęła się w jego włosy i zacisnęła się na nich boleśnie.” ~ lepiej by bylo bez tego jednego ,,się”
    ,,Ten przypadł do niego i dociskając go do podłokietnika za tors, drugą ręką szybko sięgnął go jego rozporka i zaczął zszarpywać spodnie z jego szczupłego ciała.” ~ ,,do”
    ,,Szybko jednak gorące wargi docisnęły się do jego skóry i zaczęły ja intensywnie pieści. Zęby kochanka co chwilę przygryzały ją boleśnie, a jego dłonie drażniąco i również nieco boleśnie uciskały jego ciało” ~ ,,pieścić” i kropka na koncu zdania.
    ,,Ethan jęknął głośno i zafalował mocno biodrami ni to chcą się uwolnić, ni otrzeć o twarde ciało kochanka.” ~ ,,chcąc”
    ,,…dodał zsuwając szybko dłoń na penisa kochanka, które jak się spodziewał nie był już zupełnie miękki.” ~ powinno byc ,,który”
    ,,Wciągając głębiej zapach chłopaka polizał go po materiale obcisłych bokserek, po którymi wyraźnie odznaczał się sztywny członek.” ~ ,,pod”
    ,,– Może… może gdybyś nie był… och.. taka rozjechaną dziurą…” ~ ,,taką”
    ,,Po niedługiej chwili sięgał do jego ucha i przygryzł je mocno.” ~ „sięgnął”
    ,,– Jesteś… – westchnął chłopak oddychając łapczywie – Jesteś… – zapewnił i przekręcił ie pod nim.” ~ ,,się”
    Przed ,,gdy” zawsze powinien byc przecinek.. Przynajmniej pani od polskiego tak mowila :D
    Myslalem, ze Ethan zdelikatnieje co do spraw lozkowych, ale nadal jest tym niewyzyciuchem :D
    Dobrze tak jego matce. Niech wie, ze mimo wszystko chlopcy beda szczeslili. Nawet bez pomocy przy demolowaniu domu rzezbiarza.
    Zamieszkaja razem i zaadoptuja slodkiego murzynka i kupia pieska i beda szczesliwi, o! :D
    Tyle czasu czekalem i w koncu sie doczekalem tego rozdzialu!
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Jej. xD Ja nie wiem, Keith jak Keith, ale Ethan i dziecko? Nie xDD Nieeeee xDD Mimo wszystko nie mogłabym skazać biednego malca na widoki tej parki. xD Nie ma mowy. C:
      Bardzo proszę, musiało skończyć się dobrze. C:

      Dziękuję za literówki! C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s