Till We Are – Już nigdy nie spojrzę jej w oczy…

Gdy tylko Theo przestąpił próg mieszkania, rozebrał się i skierował do salonu.
Podczas drogi powrotnej myślał cały czas o Ethanie i o tym co im powiedział o swoim życiu i swojej rodzinie. Theo doskonale pamiętał, jak dawniej wiele razy uważał, że jest gorszy od niego – bo nie ma pieniędzy, wpływowej rodziny ani szkoły. Myślał też, że Ethan żyje sobie jak w bajce, że na przykład on powinien być z Anthonym, bo jest dużo lepszy od chłopaka z ulicy, jakim on sam był.
Jednak po dzisiejszej rozmowie przekonał się, że tak właściwie nic nie wiedział o Ethanie, że ocenił go dawniej zbyt pochopnie. Sam doskonale wiedział, że nie jest tak łatwo opierać się wzorcom jakie wynosi się z domu, że to rodzice kształtują charaktery swoich dzieci. A z tego co mówił Ethan, ani matka, ani ojciec nie byli zbyt dobrzy czy szlachetni. Czego więc mógł się od nich nauczyć? Co prawda nie usprawiedliwiało to jego zachowania, ale w pewnym sensie pozwalało je zrozumieć.
Poza tym teraz, gdy chłopak wrócił z Haiti, był kimś zupełnie innym. Pozbył się już chyba dawnej próżności i nauczył się pokory. Takie przynajmniej Theo miał wrażenie.
Nie ukrywał też, że nie ucieszyły go jego przeprosiny, w końcu te kilka miesięcy temu, wszystko było inne. Bardziej skomplikowane. Teraz Ethan swoim powrotem i przyznaniem się do błędów, zamknął to wszystko. I Theo życzył mu jak najlepiej. Z rodzicami i z Keithem.
Chłopak wszedł do pomieszczenia i z krzywym uśmiechem spojrzał na leżącego na kanapie mężczyznę.
– Nie śpisz jeszcze? – zapytał podchodząc do stolika i zauważając jego rozbudzone spojrzenie.
Anthony odetchnął głęboko i uniósł się, podpierając na łokciach
– Czekałem na ciebie. – powiedział, przesuwając po chłopaku lekko zamglonym spojrzeniem.
Niby nie wypił tak dużo, bo głównie częstował Ethana, jednak czuł przyjemnie rozluźnienie i dziwne podekscytowanie.
– Niepotrzebnie. – uśmiechnął się chłopak – Idź do sypialni, też zaraz przyjdę. – dodał, zabierając szklanki i pustą butelkę po whisky, i wychodząc z salonu.
Anthony wstał i ruszył za nim, powoli rozpinając koszulę. Słysząc brzęk szklanek, dochodzący z kuchni, zatrzymał się przy drzwiach do sypialni, przy których stała niewielka etażerka i pomasował się lekko po torsie, czekając na Theo.
Chłopak zjawił się po kilku chwilach i spojrzał na niego pytająco, unosząc do góry brew.
– Kazałeś do sypialni… – westchnął blondyn, przyciągając go za rękę do siebie.
Przesuwając ją na kark Theo, przycisnął go do swoich ust i pocałował go mocno z głośnym westchnieniem.
Brunet oddał pocałunek, zapierając się lekko rękoma i przymykając oczy. Po chwili jednak odsunął się i uśmiechnął do kochanka.
– Smakujesz whisky… – powiedział półgłosem, zsuwając ręce na jego tors i masując go lekko.
– Mmmm… będziesz musiał mi to wybaczyć. – Anthony oblizał usta i zaczął podciągać Theo bluzę.
Wiedział, że chłopak nie lubił alkoholu i jeżeli już dawał się na jakiś skusić, była to czasami lampka wina, jednak miał już plan na ten wieczór, który został nieco zachwiany przez wizytę Ethana.
– I co myślisz? – zapytał – O Ethanie?
Theo wzruszył ramionami.
– Zaskoczył mnie bardzo… – powiedział, gładząc kochanka palcami po obojczykach – Zmienił się.
Anthony pokiwał głową.
– Masz rację. – odparł i zdjął z Theo bluzę, zrzucając ją na podłogę – W każdym razie cieszę się, że udało mu się o mnie zapomnieć. – powiedział, pochylając się i skubiąc wargi Theo swoimi.
– Ja też… – westchnął w jego usta brunet i objął go za szyję rękoma – Musiałby być głupi, by nie zobaczyć jak Keith go kocha… – dodał jeszcze z lekkim uśmiechem, czując dłonie mężczyzny wsuwające się pod jego koszulkę.
– Tak myślisz?
– Mhm, już samo to, że tyle na niego czekał jest wystarczającym dowodem. – pokiwał głową brunet i zaśmiał się czując jak kochanek pieści drobnymi pocałunkami jego szyję. Skulił się nieco, obejmując go mocniej i ocierając się o niego biodrami.
Anthony przygryzając lekko jego skórę, ściągnął z niego koszulkę i przesunął dłońmi po jego bokach. Opierając czoło o czoło kochanka, spojrzał rozpalonym wzrokiem w jego oczy i oblizał wargi.
– Jak się kogoś kocha można czekać bardzo długo. – szepnął i skubnął jego wargę własnymi.
Theo odetchnął drżąco i pokiwał żywo głową.
– Tak, wiem… – westchnął i obejmując go za szyje pogłębił delikatnie pocałunek. Czując przyjemne gorąco bijące od mężczyzny pociągnął go lekko do tyłu, aż oparł się tyłem o etażerkę. Sięgając do jej wierzchu dłonią, odsunął do tyłu drewniany, pusty wazonik i leżące na niej przedmioty, i oparł się o nią pośladkami.
Anthony rozsmakowując się w pocałunku zamruczał nisko i pochylił się bardziej do chłopaka.
– Kręci mi się w głowie… – szepnął w jego usta i oparł się mocno o jego ramiona.
Brunet spojrzał na niego nieco niepewnie i zsunął się wargami na jego szyję.
– Och.. ale nie przestawaj. – dodał rozochocony, tym bardziej gdy czuł jak szczupłe place Theo zaczynają majstrować przy guzikach jego koszuli. Podparł się tylko o ścianę za chłopakiem i pozwalał mu powoli się rozbierać.
Theo z lekkim uśmiechem skinął głową i sukcesywnie rozbierał Anthonego. Gdy rozpiął jego koszulę, z głośniejszym westchnieniem przesunął ręką po jego torsie. Zaraz przypadł ustami do sutka blondyna i objął go drżącymi wargami.
– Nie przestanę… – zapewnił z lekkim rumieńcem i zassał się na brodawce. Odetchnął głęboko słysząc westchnienie kochanka i uśmiechnął się szerzej do siebie. Nogami objął go w udach i powoli pieścił jego ciało.
Tak bardzo je uwielbiał. Sam już nie wiedział – nic przecież nie pił, a miał tak dobry humor i wszystko wydawało mu się być tak wspaniałe. To że był Anthony, że architekt go tak kochał zadawało się być rekompensatą za tamte ciężkie lata. Z każdą chwilą chłopak stawał się pewniejszy, że teraz wszystko będzie już dobrze.
Przeprosiny Ethana też nastroiły go tak pogodnie, dodały jeszcze więcej pewności siebie. Jakby w ogóle było to możliwe!
– Anthony… – szepnął po chwili gładząc go po ciepłej skórze na lędźwiach.
Architekt zamruczał coś niewyraźnie i podpierając się tylko jedną ręką, drugą wsunął na policzek Theo. Gdy uniósł jego głowę spojrzał na niego przenikliwie i oblizał wargi.
– I co teraz? – zapytał chrapliwym tonem, znacznie już pobudzony wcześniejszymi pieszczotami. Po chwili pochylił się do jego warg i wcałował się w nie powoli.
Brunet jęknął, czując ten dominujący pocałunek i wzruszył lekko ramionami.
– Nie wiem.. może… kochajmy się…? – zasugerował jakby to, do czego wszystko zmierzało nie było oczywiste.
Blondyn nad nim zaśmiał się i pokręcił głową z błyskiem w oku.
– Tutaj? – dopytał i zafalował lekko biodrami.
Theo zerknął w dół na wypukłość w jego spodniach i oblizał usta. Szybko pokiwał głową i sięgnął do jego paska.
– Ta…k… tak, tutaj… – szepnął i wychylił się lekko z prośbą o pocałunek. Kiedy Anthony spełniał jego nieme życzenie, on powoli rozpinał jego spodnie i zsuwał je z jego bioder. Doskonale czuł zapach jego ekscytacji i gorąco bijące od jego krocza. Oderwał się od pocałunku by na nie spojrzeć i nabrał dużo powietrza w płuca.
Gdyby tylko się pochylił na pewno dosięgnąłby do niego ustami, mógłby otrzeć się policzkiem o nie zupełnie tak, jak nie raz robił to blondyn dobierając się do niego. Zadrżał wyraźnie i na początek pomasował go ręką.
Westchnął głośno, gdy penis kochanka zdawał się drgnąć, a z każdym jego ruchem rosnąć jeszcze bardziej. Anthony bujał lekko biodrami by otrzeć się jeszcze bardziej o jego rękę i wzdychał głębiej tuż nad jego głową.
– Mmm…? – zamruczał przyglądając mu się z góry i opierając bardziej o ścianę – Chcesz, żebym nauczył cię czegoś nowego…? – zapytał chrapliwie, a Theo zerknął na niego szybko.
Sam napiął aż uda i oblizał się niespokojnie.
– A ty…? Chcesz? – szepnął i zarumienił się mocniej dostrzegając znaczące spojrzenie blondyna. Westchnął tylko głębiej i powoli zsunął jego bokserki w dół, wydobywając na wierzch penisa kochanka. Jak zwykle urzeczony tym widokiem wpatrywał się w niego chwilę i w końcu wziął go w rękę i zaczął powoli masować.
Nie do końca był przekonany by wziąć go w usta więc pieścił go powoli, wargami ponownie sięgając do sutków Anthonego. Drugą ręką sięgnął do jego jąder i zaśmiał się cicho zaczynając bawić się dwiema nabrzmiałymi kuleczkami. Czasami gdy go tak dotykał był tym tak zaintrygowany, że mógłby tak się bawić bardzo długo. Sam już nie wiedział czemu tak było, że dotykanie w ten sposób Anthonego tak bardzo różniło się od dotykania siebie, chociaż obaj zbudowani tam byli przecież tak samo.
Architekt zadrżał mocniej, gdy Theo zaczął pieścić jego jądra i aż zagryzł mocno wargę. Nie był aż tak pijany by nie dostrzec, że chłopak nadal ma opory przed wzięciem go między wargi, ale nie zamierzał na niego naciskać. Tym bardziej, gdy Theo dotykał go w ten sposób. Mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak nie bawi się nim tak celowo, ale dla niego takie pieszczoty były bardzo stymulujące. I faktycznie gdy w końcu zerknął w dół, dostrzegł na twarzy bruneta cień zafrasowania i wydawało mu się, że podczas gdy on płonął z pożądania Theo zawładnęła ta chłopięca natura z jaką czasami badał jego ciało. Chłopak z miną małego chłopca podrzucał między palcami jego jądra, masował je raz słabiej, raz mocniej tylko po to, by po chwili ponownie zacząć ważyć je lekko w dłoni.
– Theo! – jęknął głośniej Anthony by przywołać go do porządku.
Chłopak zerknął na niego szybciej i wzmocnił ruchy na jego penisie, ponownie zaczynając pieścić jego sutek.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i oblizał lekko usta.
– Wiesz… jak chcesz tak się bawić… – westchnął nabijając się w jego dłoń – Musisz na to naprawdę zasłużyć. – powiedział niskim tonem.
Brunet zerknął na niego lekko zmieszany i przygryzł wargę.
– Jak? – dopytał przełykając ciężej ślinę.
Architekt zaśmiał się nisko i sięgnął dłonią do jego policzka.
– Nie mam pojęcia, ale dzisiaj mi podpadłeś… – szepnął masując kciukiem jego wargi.
Theo odetchnął głęboko i spojrzał na niego nic nie rozumiejąc.
– Nie kupiłeś śmietanki do kawy. – wyjaśnił blondyn, a Theo spojrzał na niego zupełnie zdezorientowany. Zupełnie nie pojmował jak w chwili, gdy on myśli tylko i wyłącznie o jednym, Anthony może mówić o tak pragmatycznych rzeczach jak śmietanka. Po chwili jednak spojrzał na niego bystrzej. Przecież go znał, wiedział, że żadne słowo z jego ust nie pada przypadkowo.
– Tak? – dopytał – I jak mogę to naprawić? – szepnął nie przestając go dotykać.
– A jak myślisz? – usłyszał ten niski seksowny głos i aż zadrżał mocniej – Kawę już wypiłem… – powiedział powoli blondyn – Teraz czas na śmietankę, mmm? – zamruczał, a Theo aż jęknął cicho i szybko pokiwał głową.
– Tak… – wydusił i widząc natarczywe spojrzenie kochanka spojrzał w dół swojego ciała.
Niepewny do końca czego od niego oczekuje Anthony zakręcił lekko biodrami i napiął pośladki.
– Dobrze… – szepnął – Da… dam ci… dam ci śmietankę… – zapewnił cały czerwony na twarzy.
– Na to właśnie liczę. – odparł architekt i pochylił się by pocałować go mocno.
Brunet z jękiem oddał pocałunek i poczuł, jak Anthony osuwa się między jego udami na podłogę. Kiedy mężczyzna był już na kolanach, spojrzał na niego tak znacząco i twardo, że Theo już sam szybko zaczął rozpinać sobie spodnie. Opuszczając nogi na podłogę uniósł się lekko, by zsunąć z siebie ubranie wraz z bielizną i westchnął głęboko, gdy jego penis uwolniony z krepujących ubrań wyprostował się przed nim.
Oddychając łapczywie usiadł z powrotem na blacie etażerki i podkulił nogi, gdy Anthony zaczął zszarpywać z niego do końca ubranie.
Kiedy był już nagi spojrzał intensywnie na kochanka. Ten klęcząc między jego nogami zaczął powoli masować jego uda i przesuwać szorstkim policzkiem po jego delikatnej w tych miejscach skórze.
– Och… – szepnął drżąco i przymknął oczy. Odchylił się bardziej do tyłu, czując stojący za nim wazonik wbija mu się w plecy. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, gdy Anthony był tak blisko.
– Och… Anthony… – westchnął oczekując już tej przejmującej rozkoszy, jaką zawsze zapewniały mu wargi i język blondyna. On jednak drażnił się z nim tak długo, że w końcu Theo spojrzał na niego nieco ganiąco.
– Czekam… – rzucił architekt i trącił nosem jego sztywnego penisa.
Brunet jęknął zduszenie i zaciskając mocniej palce na brzegach mebla pod nim.
Tak, doskonale wiedział, że Anthony robił to z premedytacją. Doskonale wiedział, że jeszcze kilka chwil temu, chłopak odsunął by się, może nawet umiałby go jakoś namówić, by Anthony go nie zmuszał do czegoś tak zawstydzającego. Ale teraz jego spojrzenie dobitnie nakazywało mu zacząć się dotykać tuż przed jego oczyma.
Brunet jęknął żałośnie i posłał kochankowi błagalne spojrzenie.
– Anthony… – jęknął patrząc na niego rozpaczliwie. Ale mężczyzna nadal się z nim droczył, a już po chwili zaczął jeszcze chuchać na jego członka z tym pewnym siebie uśmieszkiem w spojrzeniu.
– Mmmm… – zamruczał, przesuwając dużą dłonią po jego udzie – Jednak jej nie dostanę…? – dopytał wpatrując się w niego intensywnie.
Theo sapnął płaczliwie i odwrócił spojrzenie od twarzy kochanka. Szybko złapał ręką za penisa i zacisnął na nim palce. Od razu zaczerwienił się mocniej i zadrżał wyraźnie, zaciskając nogi na ramionach mężczyzny.
– Ach…! – jęknął i szybko zacisnął wargi by nie kompromitować się jeszcze bardziej przed architektem. Och, tylko on umiał to z nim robić. W tej chwili Theo sam już nie wiedział jak może mu się tak poddawać, ani jak Anthony może być tak… złośliwy.
Napinając bardziej plecy, wbił je w ścianę. Jęknął przez zaciśnięte zęby gdy poczuł jak wazon wbija mu się pod łopatkę. Nie przestając się dotykać sięgnął za siebie i drżącą dłonią zepchnął go z blatu, był jednak zbyt pochłonięty masturbacją, by zwrócić na to uwagę. Dopiero hałas otrzeźwił jego myśli i obejrzał się nieco przestraszony lecz napotykając to rozpalone spojrzenie przed sobą, ponownie, zażenowany, przymknął oczy i oparł się głową o ścianę.
Anthony, zaciskając palce na wilgotnych udach bruneta, uważnie śledził każdy jego ruch i grymas na twarzy. Przygryzając wargę co chwilę muskał jego napięta skórę ustami, a gdy dostrzegł jak zapamiętały w pieszczotach Theo spycha z etażerki wazonik zdusił w sobie śmiech.
– Dobrze… – szepnął tylko, z lubością wpatrując się w jego czerwoną szyję – Daj mi ją… Theo… – zamruczał czując jak chłopak podrzuca lekko biodrami. Po chwili nie mogąc już wytrzymać rozwarł mocno jego uda i zbliżył wargi do jader. Zaczął je lekko obcałowywać, a nagrodzony głośniejszym jękiem szybko zassał się na jednej z kulek.
– Nnnn! Och….! – jęknął głośniej Theo zaciskając mocniej palce na członku i wijąc się pod ścianą. Było mu tak wspaniale, zbyt wspaniale by przejmować się tym, że znowu – chociaż nie raz już sobie obiecał – robi się bardzo głośny.
Ale jak mógł nie być głośny, gdy słyszał i przede wszystkim czuł jak zapamiętale Anthony pieści jego ciało. Miał wrażenie, że z każdą sekundą jego usta są bliżej jego dziurki i nie pragnął już niczego więcej by w końcu się nią zajęły.
– Och nie…! – sapnął zażenowany swoimi myślami, jednak zaraz przejęty mocnym spazmem wyprężył się mocno.
Anthony widząc to jak bliski Theo jest końca ujął jego nogi pod uda i zadarł je wyżej by mieć lepszy dostęp do jego pośladków.
– Nie… nie… – jęczał Theo – Nie rób mi tak…! – szeptał zawstydzony, ale jego ciało już zupełnie na skraju orgazmu zdawało się mieć zupełnie inne zdanie na temat tego co wolno Anthonemu, a co nie – Anthony… proszę…! – jęknął podrygując mocniej biodrami – Ach!
Architekt tylko się zaśmiał i pokręcił głową skubiąc powoli jego wrażliwą skórę. Uwielbiał patrzeć na takiego kochanka. Już po chwili poczuł, jak chłopak napiera mocno stopą na jego ramię i wije się mocniej.
– Och! – niemal krzyknął, a Anthony zacisnął tylko zęby czując lekki ból w barku. Skupił się jednak na Theo i szybko pochylił się do jego zaciśniętej szparki by polizać ją drażniąco. Na tę pieszczotą Theo niemal pisnął i targany mocnymi spazmami doszedł z przeciągłym jękiem.
Anthony uniósł się lekko obserwując twarz chłopaka, zaśmiał się widząc plamki nasienia Theo kolejno na jego torsie, policzku, a nawet jasnej ścianie.
– Mmm… kochany, miałem ją spić… – szepnął trzymając go pod udami i opierając się penisem o jego krocze pochylił się by zlizać z jego policzka spermę – Zmarnowa… – zachichotał lecz nagle wyrwany z nastroju obejrzał się na drzwi, w które ktoś uparcie łomotał.
Przeniósł spojrzenie na Theo i oblizał wargi. Widząc minę chłopaka, która z pełnej rozkoszy szybko zmieniła się w pełną przerażenia i cmoknął go szybko w usta.
– Już, już…! – rzucił głośniej odsuwając się od bruneta. Rozbawiony szybko podciągnął bieliznę i spodnie, upychając w nich sztywnego i pulsującego członka. Zapiął je z westchnieniem i ruszył ku drzwiom zapinając również nieco wygniecioną koszulę. Obejrzał się jeszcze na Theo, który zupełnie czerwony, szybko zsunął się z etażerki i pospiesznie zaczął zbierać ubrania.
Kiedy uchylił drzwi westchnął aż zaskoczony na widok starszej sąsiadki, której mieszkanie, przylegało do jego. Kobieta poprawiła na sobie jasny, flanelowy szlafrok i spojrzała na niego zimno.
– Na wszystkie świętości…! – zaczęła szorstko, a Anthony aż cofnął się o pół kroku – Czy wy na Boga, nie wiecie, która jest godzina!? – niemal krzyknęła wprawiając w drżenie wszystkie kolorowe wałki, które miała na głowie.
– Tak, pani Daquin… – próbował wtrącić słówko Anthony.
– Ja wszystko mogę znieść, naprawdę wiele, ale do jasnej cholery! Jest święta północ i wszyscy normalni ludzie o tej porze śpią! Nie wiesz czym go uciszyć?! – krzyknęła, a Anthony poczuł lekkie gorąco na policzkach.
Mimo wszystko rozbawiony całą sytuacją, przetarł usta dłonią by stłumić uśmiech pragnący wpłynąć na jego wargi.
– Wydaje mi się, że śpią tylko ci, którzy nie mają… kochanków… – odważył się powiedzieć, a kobieta zaczerwieniła się na policzkach i zmrużyła oczy pragnąc chyba zabić go spojrzeniem.
– Agrrh! Czy on zawsze musi tak głośno jęczeć? – dodała zbulwersowana – Ja naprawdę na wiele mogę przymknąć oko…!
– Mmm… z całym szacunkiem, ale nie wydaje mi się by głośność mojego narzeczonego, podczas… aktu uniesienia była czymś co można regulować. – powiedział pewnym tonem blondyn.
– Może lepiej następnym razem się postaraj, bo zadzwonię na policję! – warknęła naprawdę rozzłoszczona, a on podrapał się po karku.
– Dobrze, przepraszam, że przeszkodziliśmy pani w wypoczynku. – dodał bez mrugnięcia okiem. Dotychczas nie narzekał na kontakty z sąsiadami i naprawdę wydawało mu się, że pani Daquin jest jedną z tych sympatycznych kobiet po pięćdziesiątce, które w młodości musiały mieć sporo za uszami.
– Nie przepraszaj mnie tylko…! Ach! – syknęła i odwróciła się na pęcie – Codziennie tylko jęki! Szału można dostać….! – rzuciła unosząc ręce do góry i odchodząc korytarzem – Skaranie boskie z tymi gejami!
Anthony odetchnął głęboko, odprowadzając ją spojrzeniem i w końcu zamknął za drzwi. W tej samej chwili dostrzegł jak Theo wpada do łazienki zamyka się w niej.
– Hej, no już… to nic takiego. – zaśmiał się przemierzając odległość do wejścia do łazienki w kilku krokach i naciskając na klamkę. Drzwi jednak nie ustąpiły, a on odetchnął głębiej i zapukał w nie lekko.
– Yyy… zaraz! Zaraz wyjdę! – usłyszał drżący głos Theo i stłumił w sobie śmiech.
– Nie przejmuj się tak, do jutra o tym zapomni. – powiedział siląc się na spokojny ton. Wyobrażał już sobie czerwoną buzię chłopaka i jego przejęte spojrzenie.
Odpowiedział mu tylko stłumiony jęk Theo, który przyprawił go o nową porcję wesołości.
– Theo… – zaczął miękko opierając się o drzwi – Wyjdź… nadal jestem twardy i musisz się mną zająć. – dodał i pomasował się po kroczu.
W odpowiedzi usłyszał kolejny, pełen żałości jęk bruneta, na co sam wyszczerzył się mocniej.
– No dobrze… domyślam się, że nie chcesz się już kochać… To chodźmy spać, mmm? Dobrze wiesz, że bez ciebie nie zasnę. – powiedział łagodnym tonem – A jutro muszę wstać wcześniej do pracy. Obiecałeś mi zrobić śniadanie. – dodał.
Nasłuchiwał przez chwilę i w momencie gdy otwierał usta usłyszał dźwięk przekręcanego w drzwiach kluczyka. Po kilku sekundach w ciemnej łazienki wyszedł Theo ubrany w szorty i bokserkę do spania.
Chłopak nadal czerwony na policzkach spojrzał na niego tak żałośnie i płaczliwie, że aż on sam zmarszczył lekko brwi.
– To nic takiego. – zapewnił rozczulony, a Theo wykrzywił usta w podkówkę.
– Już nigdy nie spojrzę jej w oczy… – jęknął i przysunął się, by schować twarz w jego koszuli.
Anthony zaśmiał się cicho i objął go mocno.
– Oj tam… niech wszyscy słyszą, jak nam dobrze. – westchnął głaszcząc go po włosach – I niech nam zazdroszczą, i wiedzą, że się kochamy. – dodał jeszcze, a Theo po raz kolejny jęknął w jego koszulę.

Reklamy

10 thoughts on “Till We Are – Już nigdy nie spojrzę jej w oczy…

  1. Przeczytałam ten tekst już sporo czasu temu.. weszłam bodajże wczoraj w nocy, i zastanawiałam się, jak to się stało, że nie dodałam komentarz. Doszłam do wniosku, że najpewniej czytałam to w nocy i po skończeniu zwyczajnie poddałam się zmęczeniu i zasnęłam nawet nie wiem kiedy (czasem nazywam to straceniem przytomności, bo mniej więcej tak to wygląda).
    Przede wszystkim nie spodziewałam się czegoś takiego. Nadzieja, że może będą jeszcze jakieś smaczki dotyczące TWA, się we mnie nadal tli:P
    Dodatkowo, jak zwykle, gdy czytam, uśmiech nie mógł mi zejść z twarzy. ^^
    Scenka genialna i tylko współczuję Theo, że biedak taki wstyd przeżył.
    Hehe. I Anthony z tą swoją szczerością ^^
    Miło było coś twojego przeczytać kolejny raz.
    Pozdrawiam ;)

    1. Stracenie przytomności… a później budzisz się z telefonem w ręku i jeszcze okularami ‚na nosie’. TAK ZNAM TO xDDD
      Oj będą, będą smaczki! Nie porzucę tak moich pierwszych chłopców. xD Po prostu regularne TWA się skończyło. Uznałam że o, nie ma sensu dalej nakręcać dram, albo pisać kolejne rozdziały o niczym. Na razie nie wyobrażam sobie tego, ale myślę że wiele jeszcze może się zmienić. Kiedyś.
      Ale okazyjnie na pewno coś wpadnie. To przecież moi pierwsi, a ja jestem taka sentymentalna. C:
      Cieszę się bardzo z tego uśmiechu. To zabawne, bo też śmiałam się jak koń, podczas gdy Theo płonął ze wstydu. Jesteśmy okrutniki. C:

      Również pozdrawiam i Wesołych Świąt! <3

  2. ,,Musiałby być głupi, by nie zobaczyć jak Keith go kocha… – dodał jeszcze z lekkim uśmiechem, czując dłonie mężczyzny wsuwając się pod jego koszulkę.” ~ ,,wsuwające”
    ,,Theo odetchnął drżąco o pokiwał żywo głową.” ~ ,,i pokiwał”
    ,,Nie przestając się dotykać sięgnął za siebie i drżącą dłonią zepchnął go z blatu, był jednak zbyt pochłonięty masturbacją, by zwrócić uwagę na to uwagę.” ~ ,,by zwrócić na to uwagę”
    ,,Było mu tak wspaniale, zbyt zbyt wspaniale by przejmować się tym, że znowu – chociaż nie raz już sobie obiecał – robi się bardzo głośny.” ~ dwa razy ,,zbyt”?
    ,,– Agrrh! Czy on zawsze musi tak głośno jęczeć? – dodał zbulwersowana –…” ~ ,,dodała”.
    To bylo swietne. Bylo perwersyjne, a zarazem kochane i czule. Najlepszy byl moment jak Theo ,,badal” jadra Anthonego i jak taki smutny wyszedl z tej lazienki :D Uwielbiam takie sytuacje. Najwiekszy stopien zawstydzenia ;D
    Hm… Ja tez bym sie wkurzyl gdyby moi sasiedzi, co noc wydawali mi takie przedstawienia, ale na cale szczescie mieszkam w domku jednorodzinnym :D
    Fajnie by bylo gdybys napisala o spokojnym dniu Keitha i Ethana. Bez przedstawien (:D) tylko wiesz… Romantyczny wieczor i te sprawy :3
    Nie moge sie doczekac nastepnego wpisu,
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Ja dawniej byłam przeciw takiemu traktowaniu bohaterów, ale ostatnio dostrzegam same plusy. I ten Theo wyglądający z łazienki. Bogowie! To też moja ulubiona scena. C:
      Ja też bym się w końcu wkurzyła, ale myślę też, że pani Daquin nieco wyolbrzymia. xD

      Romantyczny wieczór Keitha i Ethana – szczerze chodziło mi to po głowie. Już nie raz. Ale trzeba będzie z tym poczekać do jakiejś następnej okazji. C:

      Dziękuję za wypisanie błędów!
      Trzymaj się ciepło!

  3. Więcej takich bonusów, więceeeej! 8D
    Takie z nich rozkoszniaki kochane… rozbudzasz we mnie wspomnienia, a moja tęsknota za TWA znowu rośnie… weź za to odpowiedzialność :I

  4. Ojej, cudowne, cudowne, najlepsze! c:
    Brakowało mi twoich scen łóżkowych, a ta tutaj tylko przypomniała mi jak mistrzowsko potrafisz je pisać ^^
    I jeszcze ta sąsiadka, jejku, biedny Theoś ;u;
    Pozdrawiam i wyczekuję rozpoczęcia nowej serii! ^^

    1. Jejku. xD To fajnie… miło, ale…. jak sama pisze te łóżkowe sceny to hehe, płaczę krwawymi łzami. Albo jak je później czytam. xDD No ale, nieważne. xD Theo już każe sobie usta zaklejać taśmą, żeby nie było słychać jak piszczy. >D
      Synowie już niedługo. C: Bliżej niż dalej. C:

      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s