Till We Are – Wesołych Świąt, Mikołaju!

Danny odetchnął tylko ciężko zamykając za sobą drzwi od pokoju pielęgniarek. Mimo nagabywań nie miał ochoty spędzić tam całego dyżuru, bo prawdopodobnie nie zniósłby ciągłego trajkotu kobiet.
Masując się po karku ruszył cichym korytarzem w kierunku pokoju lekarzy, gdzie noc zamierzał spędzić na dumaniu lub czytaniu medycznych pism. Nawet zaległe raporty już mu się skończyły! Zawsze miał z nimi problemy, bo o ile uwielbiał przeprowadzać operacje i na sali mógłby spędzić wiele godzin, o tyle wypełnianie papierków traktował jak zło konieczne i dopiero na kilka dni przed koniecznością zdania ich, zmuszał się by je uzupełnić. I tak tuż przed świętami musiał już się z nich rozliczyć by od nowego roku zacząć gromadzić kolejne teczki w swojej szufladzie.
Idąc spokojnym krokiem przez korytarz wyciągnął z kieszeni komórkę i odblokował ją. Uśmiechnął się lekko na widok rozpromienionej uśmiechem twarzy kochanka na wyświetlaczu i zaraz wybrał jego numer.
Cholernie żałował, że nie udało mu się wymigać od dzisiejszego dyżuru. O ile bardziej wolałby spędzić ten bożonarodzeniowy wieczór z nim! To byłyby ich pierwsze wspólne święta, ale niestety musieli spędzać je oddzielnie. Zresztą Jake i tak od lat spędzał ten wieczór ze swoimi rodzicami i rodzeństwem, więc na pewno się nie nudził.
Danny przygryzł wargę wsłuchując się w sygnał w słuchawce. Było już późno, więc najpewniej rodzina Jake’a była już po kolacji, ale i tak obawiał się, że może im w czymś przeszkodzić. Chociażby w rozpakowywaniu prezentów czy zwykłej rozmowie.
Każdy sygnał zdawał się go tylko upewniać w swoich obawach, ale zarazem sprawiać, że czuł się naprawdę źle. Był może zbyt sentymentalny ale w tej chwili marzył o tym, by być przy kochanku. Strasznie chciał dać mu już prezent i kochać się z nim całą tę noc i przeżyć naprawdę wspaniałe święta ze swoim ukochanym.
Automatycznie już zaczął wspominać ubiegłe lata gdy będąc z Aaronem nigdy nie mógł się go doprosić by spędzili ten dzień razem. Kochanek zawsze twierdził, że ‚wypadało’ mu być u swojej rodziny, więc i Danny jeździł do siebie do domu lub brał dyżury w szpitalu, by pozostali lekarze, mający rodziny mogli dzielić świąteczny czas z bliskimi.
– Ach! Mmnn….! Tak? Dan? – usłyszał w końcu w słuchawce co wyrwało go z zadumy. Głos nieco zasapanego Jake’a od razu poprawił mu humor.
– Co tam się dzieje? – dopytał kręcąc głową i wchodząc do pokoju lekarzy. Od razu przeszedł do biurka i zajął miejsce w swoim fotelu.
– Nn… nic, Dan, nic. Co tam? – rzucił Jake, a Danny jeszcze przez kilka chwil wsłuchiwał się w szelest po drugiej stronie słuchawki. Uniósł tylko brew i pokręcił głową.
– Nic… tak dzwonię. Już po kolacji? – dopytał bujając się lekko w fotelu.
– No… tak! – zaśmiał się Jake, a Dannemu przed oczami stanął jego uśmiech – Teraz to już… no niedługo wracam do Denver. Będę u ciebie z samego rana. – zapewnił żywo, a lekarz tylko przygryzł wargę.
– Dobrze… nie wiem czy tak po dyżurze będę się do czegokolwiek nadawał, ale będzie mi miło, jak będziesz. – powiedział łagodnym tonem wsłuchując się w najmniejszy dźwięk po drugiej stronie.
– Pewnie. – zawołał barman – Będę… Tak w ogóle to Wesołych Świąt! – zaśmiał się tym niskim, seksownym głosem, który Dan tak kochał.
– Wesołych Świąt, Jake… Kocham cię. – szepnął jeszcze przesuwając wzrokiem po wyjątkowo w tym okresie uporządkowanym blacie biurka.
– Ja też… też cię kocham. I kto wie, może jak będziesz grzeczny przyjdzie do ciebie Mikołaj? – zaśmiał się szczerze, a Danny pokręcił głową.
– Mm… w ubiegłym roku nie byłem. – powiedział spokojnym tonem i przymknął powieki – Ale mam nadzieję, że przymknie na to oko.
– Oj, Dan… Na pewno! – zapewnił barman – A jak na dyżurze? Spokojnie? – dopytał, a mężczyzna pokwiał głową.
– Tak. Wyjątkowo. – westchnął głęboko – Wiesz… Chciałbym… Chciałbym te Święta spędzić z tobą. – powiedział cicho.
– Wiem… Ale już niedługo się zobaczymy. – rzucił Jake.
Lekarz pokiwał głową i rozluźnił się bardziej.
– Opowiesz mi jak było u was na kolacji? – dopytał Dan zaciekawiony.
– Pewnie, ale… teraz muszę kończyć. Wybaczysz mi? – usłyszał po drugiej stronie i skrzywił się lekko.
– Jasne… w ogóle, przepraszam. Chciałem tylko…
– Mnie usłyszeć? – zaśmiał się Jake, a Danny pokiwał głową i zaśmiał się.
– Tak dobrze mnie znasz…
– Oczywiście. – zachichotał barman – Wiem że teraz myślisz tylko o mnie i wyobrażasz sobie jak mogliśmy spędzić ten wieczór. – dodał tak pewnym głosem, że Danny aż zarumienił się nieznacznie.
– Jesteś niemożliwy. – pokręcił głową i odetchnął głęboko – To co… ja wyobrażam sobie dalej, a ty… niańczysz bratanicę?
– Mhm… – zamruczał Jake w ten sposób, że Danny sapnął az cicho i napiął się cały – Ale musisz mi coś obiecać.
Lekarz zamrugał zaskoczony i pokiwał głową.
– Pewnie, co takiego? – dopytał zaciekawiony.
– Że jak się spotkamy, – zaczął ciszej Latynos – To pozwolisz mi wziąć twojego smakowitego penisa w usta i wyssać z ciebie absolutnie wszystko. – mruczał do ucha Danny’ego, a ten aż obejrzał się na uchylone drzwi od pokoju. Oblizał niespokojnie usta i przygryzł mocniej wargę.
– Tak? – rzucił niby od niechcenia rozluźniając się bardziej i wzdychając w duchu. Szybko poczuł ten przyjemny impuls, który sprawił, że jego dłonie aż zadrżały – No nie wiem… nie wiem, Jake, czy zasłużyłeś aż na taki prezent. – powiedział niby opanowanym głosem.
Uwielbiał ich ‚takie’ rozmowy telefoniczne. Albo te, gdy zachodził po kochanka do Asylumu i udawali zupełnie obcych dla siebie ludzi, by później udać się chociażby do ubikacji dla pracowników i zaliczyć szybki numerek w przerwie ‚na papierosa’.
Danny czasami miał wrażenie, że przy Latynosie staje się zbyt rozwiązły i w ogóle taki, że czasami nie poznawał aż siebie. Dawniej nie do pomyślenia było to, by mógł słuchać takich słów przez telefon lub by uprawiał seks w miejscach zupełnie do tego nieprzeznaczonych. Ale z drugiej strony, jakie miejsca były do seksu? Tylko łóżko? Tylko sypialnia?
Przy Jake’u Dan przekonywał się, że zupełnie tak nie jest!
– Myślę, że tak. – zaśmiał się barman od razu, a Dan usłyszał oprócz jego głosu, dźwięk klaksonu.
– Nie jesteś w domu? – dopytał od razu.
– Nnn… jestem. – usłyszał odpowiedz – Ale wyszedłem na chwilę, bo mam plany wobec ciebie.
– Plany? Jakie? – dopytał Dan nic nie rozumiejąc. Przez chwilę nawet obejrzał się za siebie jakby miał ujrzeć go w drzwiach i podekscytowany przełknął ślinę. Zaraz jednak pokręcił głową. Przecież nim Jake by przyjechał nawet gdyby miał taki plan, byłby dopiero nad ranem.
– Musisz wstać zza biurka. – polecił Jake, a Dan ponownie obejrzał się za siebie,
– Brzmisz podejrzanie. – powiedział powoli lecz faktycznie uniósł się z miejsca. Nie dodał już nic, że Latynos miał się przecież rozłączać, nie zmierzał odbierać sobie tej przyjemności.
– Ja? – zachichotał Jake po drugiej stronie – Teraz podejdź do drzwi i je zamknij. – dodał.
Danny mrużąc oczy spełnił polecenie i domknął drzwi.
– Lubię, gdy tak kusząco kręcisz biodrami. – usłyszał i zesztywniał oddychając głębiej. Wiedział, że myśli o tym, że kochanek go widzi są absurdalne ale te samoistnie migały mu w świadomości.
– Na kluczyk. – szepnął Jake, a Danny zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
– No okej, już. – westchnął i napiął się o oczekiwaniu.
– Doskonale. – powiedział Latynos zniżając nieco głos – Teraz oprzyj się o nie plecami. – dodał, a Dan wykonał polecenie. Miał wrażenie, że wie już do czego to wszystko zmierza i same te myśli przejęły go dreszczem podekscytowania. – A teraz pomasuj się po udzie.
Lekarz zawahał się chwilę i zacisnął bardziej dłoń na telefonie.
– No dalej… Dan… zrób to. Wiem, że chcesz się ze mną kochać w tej chwili.
– Z tobą, nie ze swoją ręką. – powiedział szatyn i odetchnął masując się lekko po wnętrzu uda.
– Gdy będziesz pieścił się wzdychając do słuchawki, to będzie prawie tak jakbyś dotykał się przede mną. – dodał barman – Mmm…? Pomasuj się przez spodnie. Chcę żebyś był twardy. – dodał, a Dan zarumienił się jakby Jake faktycznie mógł go wiedzieć.
– Och, nie tak szybko. – zaśmiał się pobudzając się przez ubranie. Przymykając oczy wyobraził sobie ciało kochanka, jego penisa we wzwodzie i silną dłoń mężczyzny przesuwającą po nim miarowymi ruchami.
– Mmm… wyobrażasz sobie jak ostatnio się kochaliśmy? – dopytywał Latynos – Jak dociskałem cię do umywalki u ciebie w łazience? Zmuszałem byś na siebie patrzył w lustrze? – szepnął, a Danny zarumienił się mocniej.
– Nie o tym myślałem… – szepnął poruszając lekko biodrami i naciskając ręką na półsztywnym penisie. Oczywiście od razu przed oczyma stanął mu obraz swojej czerwonej twarzy gdy kochali się tamtego dnia. To, jak Jake go pieścił przy uchu, zadzierając jego nogę na umywalkę i wciskając się w niego powoli. Danny doskonale pamiętał grymasu bólu i przyjemności na swojej twarzy, swoje pociemniałe spojrzenie i uchylone usta, które kochanek rozwierał palcami w ten sposób, że z ich kącika spływała strużka śliny. Może to było śmieszne, że tak doskonale pamiętał jak drażniąco spływała mu po brodzie w momencie, gdy Jake posuwał go tak mocno i głęboko, ale to wspomnienie tak bardzo go nakręcało.
– Nie? – zaśmiał się wibrująco Jake – To o czym? – dopytywał, ale Dan zaciął się i odetchnął głęboko zerkając na wypukłość w spodniach.
– O czymś innym. – szepnął tylko zahaczając palcami o klamrę paska.
– Mmm.. o tym jak rozpinam ci spodnie i ocieram się o ciebie policzkiem? – dopytał Jake, a Dan sapnął ciężej do słuchawki.
– Nie, nie o tym… – odparł oglądając się na drzwi i rozpinając powoli pasek.
– O moim błyszczącym od twojej śliny kutasie? – rzucił barman, a Danny przygryzł mocno wargę – Trafiłem? – dopytał mężczyzna ale nie czekając nawet na jego odpowiedź odetchnął głęboko – Teraz zsuń spodnie i weź go w rękę. – szepnął, a lekarz zawahał się łapiąc za zamek od rozporka – Jest już sztywny?
– Jest… – szepnął Danny i przełknął ciężej ślinę – W twoim… ulubionym stanie. – dodał cicho mając wrażenie, że jest tak bezczelnie odsłonięty, chociaż przecież nikt nie mógł go w tej chwili wiedzieć.
– Dobrze… to weź go do ręki. Już. – kontynuował Latynos, a on po chwili wahania rozpiął spodnie i wysupłał na wierzch penisa. Odruchowo już szybko przesunął po nim kilka razy ręką, by ten zesztywniał zupełnie. Westchnął jeszcze drżąco i napiął lekko uda.
– Och, już słyszę, że jesteś gotowy. – zaśmiał się Jake do jego ucha – Przesuń po nim ręką, Dan… zrób sobie dobrze. – mruczał do niego sprawiając, że lekarzowi serce łomotało tak mocno i szybko, jakby zaraz miało wybuchnąć. – Mmm… no dalej, chyba nie poddasz się teraz? – zachichotał Latynos.
– Nie mam pojęcia, jak mogę robić coś takiego… – sapnął szatyn tylko i pokręcił głową.
Szybko zacisnął dłoń na penisie i poruszył nią kilka razy.
– Co takiego, Dan? – mruczał barman – Przecież to ja, to moja wina. – zapewniał go niskim głosem – Chciałbym teraz być przed tobą na kolanach i wziąć go w usta. Zassać się na nim mocno… – dodał, a Dan przyspieszył ruchy dłonią. – Chciałbyś wbić się moje gardło, Dan? – zapytał niby od niechcenia, co jeszcze bardziej podkręciło szatyna. Boże, przecież pragnął tego jak cholera! Jake był chyba mistrzem obciągania, jak wydawało się Danny’emu, więc jak mógł nie chcieć?!
– Mmm? Dan? Jesteś tam? – dopytywał kochanek chociaż musiał słyszeć jego chrapliwy nieco oddech – Chciałbyś?
– Ta… tak! – wydyszał lekarz i odchylił głowę na drzwi. Był zaskoczony jak to wszystko było intensywne. Oczyma wyobraźni już widział, jak usta kochanka zaciskają się na jego członku, czuł jak jego palce ściskają jego jądra i wsuwają się dalej i dalej, by podrażnić jego dziurkę.
– Och… Jake… – wydyszał i oblizał wargi, starając się nie rozglądać po pokoju, bo to w pewien sposób go deprymowało. Był zupełnie niepoprawny robiąc to tutaj!
– Uwielbiam gdy jęczysz moje imię… – usłyszał i westchnął głośniej – Widzisz, jak umiem zrobić ci dobrze? Nawet przez telefon, prawda?
– Tak! – sapnął lekarz i szybko wcisnął telefon między ucho, a swoje ramię i drugą dłonią sięgnął do krocza i zaczął pieścić jądra – Naj… najlepiej!
– Oczywiście. I wiesz co? – szeptał kochanek – Gdybym tam był nie bawiłbym się już w obciąganie. Wziąłbym cię na tych drzwiach. – dodał – Żebyś każdego dnia w pracy myślał właśnie o tym, gdybyś przez nie przechodził. I tak będziesz, prawda? – mruczał – Będziesz wspominał jak trzepałeś sobie w tym miejscu podczas gdy ja mówiłem ci jak niegrzeczny jesteś robiąc to tutaj.
– Nnn… nie… – westchnął Danny rumieniąc się mocniej.
– Jesteś. Danny… jesteś. Stoisz naprzeciwko okna i się dotykasz. – powiedział, a lekarz szybko zerknął we wspomnianą stronę. Widząc ścianę wieżowca stojącego po drugiej strony parkingu przed szpitalem jęknął cicho – Jesteś zupełnie bezwstydny. – dodał ze śmiechem Jake.
– Jake… – westchnął Danny doskonale wiedząc, że obu ich to jeszcze bardziej podnieca – Jake…! – dodał chcąc by jego głos brzmiał ganiąco.
– Jesteś niegrzeczny, muszę cię ukarać, prawda? – zaśmiał się barman, a Dan zmarszczył brwi płaczliwie, czując że naprawdę jeszcze kilka szybkich ruchów dłonią i muśnięć jego główki, a skończy z głośnym jękiem.
– Nnn… nie…! – sapnął kręcąc głową. Nawet nie zauważył w którym momencie aparat wylizuje mu się z ścisku. Przymykając oczy wcisnął się mocno w drzwi i wzdychając głośniej doszedł w rękę. Nie mogąc sobie odmówić zerknął w dół oddychając głęboko przez nos i przyglądając się jak upływa z niego nasienie.
– Och… Boże… – szepnął drżąco i oblizał usta. Oddychając ciężko szybko pochylił się po telefon i przysunął go do ucha. Nawet nie wiedział co mógłby powiedzieć, bo jak zwykle po wszystkim czuł coś na kształt wstydu. Za każdym razem gdy robili to tam gdzie nie powinni.
Kochanek musiał jednak usłyszeć jego ciężki oddech bo zaśmiał się głośniej.
– Już, Dan? – dopytał – Skończyłeś? Powiedz, czy dużo z ciebie wypłynęło. – dodał, a Danny zająknął się i pokręcił głową.
– Trochę… – szepnął starając się jedną rękę schować penisa w spodnie i uspokoić oddech.
– Jesteś niemożliwy, Danny. – dodał miękko Latynos – Strasznie uroczy, gdy mi tak ulegasz.
Danny odetchnął głośno i szybko obejrzał się na drzwi słysząc pukanie.
– Och cholera! – westchnął – Już, za chwilę! – krzyknął w ich kierunku i otarł rękę o bokserki. – Muszę kończyć. – rzucił do kochanka nieco drżącym głosem.
– Czekaj, ale dasz mi go jak się zobaczymy? – dopytał mężczyzna, a Dan pokiwał głową zupełnie zawstydzony.
– Tak, tak… Zadzwonię…
– Oj, Dan. Każdy wyczuje co przed chwilą robiłeś. – dodał jeszcze Jake, a Danny odetchnął głęboko i zaczerwienił się na policzkach. Szybko postanowił w duchu, że już nigdy mu nie ulegnie w ten sposób.
– Och… Jake… pa… – wdusił tylko nim szybko się rozłączył i chociaż pukanie się powtórzyło szybko dopadł do okna i je uchylił.
– Już, już! – rzucił rozgorączkowany i rozejrzał po pomieszczeniu jakby mogłyby w nim być jeszcze inne ślady jego występku. Nie mógł uwierzyć, że jest tak nieodpowiedzialny. Stracił już tyle czasu! Co gdyby ktoś go pilnie potrzebował?
Zgarniając szybko z biurka stetoskop ruszył ku drzwiom. Czuł jeszcze rumieniec na policzkach ale szybko je odkluczył i uchylił.
– Panie doktorze… chyba mam mały problem. – usłyszał i pokręcił aż głową natrafiając na pociemniałe spojrzenie wysokiego Latynosa.
Zaczerwienił się mocniej i szybko poprawił kołnierz białego fartucha, okładając go na przewodzie stetoskopu.
– Co to za problem? – dopytał nieco drżącym głosem, bo opanowanie się teraz tym bardziej wymagało od niego chyba nadludzkiej siły. Czuł że to on ma problem, bo serce trzepotało w jego piersi już zupełnie nienaturalnie szybko i mocno.
– Pierwszym z nich jest to, że kupiłem za dużo żarcia z tej przyczepy przy skrzyżowaniu. – powiedział śniady mężczyzna patrząc na niego prowokująco spod brzegu czerwono-białej czapki z pomponem. Uniósł ku niemu siatkę z dwoma pudełkami chińszczyzny i uśmiechnął się w zawadiacki sposób. – A drugi… cóż… – zawiesił głos i spojrzał znacząco w dół swojego ciała.
Danny zerknął na dużą wypukłość między udami Latynosa i pokręcił głową.
– Cholera… – pokręcił głową i przymknął powieki – Cholera… Kocham cię, wariacie. – sapnął i nie przejmując się zupełnie niczym wychylił się do jego warg i ucałował je mocno.
– Wesołych świąt. – usłyszał.
– Wesołych świąt, Mikołaju. – zamuczał w jego wargi Danny i posłał mu naprawdę intensywne spojrzenie – Mam nadzieję, że przyniosłeś mi zapas nitrogliceryny, bo nie mam pojęcia jak długo jeszcze wytrzymam to, co mi fundujesz. – pokręcił głową czując, jak serce mocno dudni w jego klatce piersiowej i nie sądził by przez najbliższe godziny miało się uspokoić.

Reklamy

5 thoughts on “Till We Are – Wesołych Świąt, Mikołaju!

  1. O raju, jak mi ich brakowało. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo. Bardzo przyjemny bonusik. Z chęcią bym jeszcze o nich poczytała. Niegrzeczny Danny. A Jake niewiele lepszy. Żeby tak go w pracy podpuszczać? XD Ale coś tak czułam, że na zwykłej rozmowie typu „jak spędzasz święta” się nie skończy. I szczerze mówiąc, tylko wyczekiwałam momentu, aż barman pojawi się w drzwiach. Jak zapukał, to po prostu wiedziałam, że to on. Taka miła niespodzianka <3

    "– No okej, już. – westchnął i napiął się o oczekiwaniu." – "w oczekiwaniu".
    "– Jest… – szepnął Danny i przełknął ciężej ślinę – W twoim… ulubionym stanie. – dodał cicho mając wrażenie, że jest tak bezczelnie odsłonięty, chociaż przecież nikt nie mógł go w tej chwili wiedzieć." – widzieć".

    Jak ogarnę pracę licencjacką, to się wezmę za "Synów", bo czuję, że jak zacznę czytać, to nie będę mogła skończyć, dopóki mi się rozdziały nie wyczerpią, a oprócz pracy czekają mnie jeszcze egzaminy… Nienawidzę tego, jak mało mam czasu.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny i czasu, bo bez niego trudno cokolwiek napisać nawet z całym pokładem wena :)

  2. Ja powiem szczerze z wszystkim na necie jestem opóźniona :( Dopiero w ferie przysiądę i nadrobię u ciebie i u innych autorek/autorów zaległe rozdzialiki ;)

    Wesołych Świąt (chyba jeszcze są) xd I Szczęśliwego Nowego Roku!!

    1. Internet nigdzie nie ucieknie, ani rozdziały! C: Szykują się pracowite ferie, mmm? :)

      No, u mnie na blogu jeszcze święta. xD
      Również życzę dużo dobrego i wspaniałego Nowego Roku!

  3. Jedyna konstruktywna myśl, która zawitała w mojej głowie podczas czytania, to „Jezu, degeneraci <3" xD
    No i w sumie do teraz nie wiem, co mogę więcej powiedzieć, żeby nie powtarzać zbyt często, jak bardzo uwielbiam Twój styl c:
    Miła niespodzianka taki bonusik, więcej takich! ^^
    Pozdrawiam! <3

    1. Ja pisząc pomyślałam podobnie.
      Och ten Dan, och ten Jake!! xD I poraziła mnie nieodpowiedzialność lekarza, bo serio. A jakby coś się stało i byłby potrzebny? Ale nie, najważniejsze żeby sobie zrobić dobrze… xD
      Ale wiesz, ja lubię czytać takie rzeczy, więc hehe… ! Dziękuję!! <3

      Trzymaj się ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s